BIP Strona Główna
49. Huculski Pułk Strzelców
Niedziela, 18 listopad 2018 r.
     Ciekawe dzieje  49 Huculskiego Pułku Strzelców z lat 1937 – 1939, który wszedł w skład 11 Karpackiej Dywizji Piechoty.


      W II Rzeczypospolitej Huculi byli grupą etniczną należącą do ukraińskiej, czyli jak ją wtenczas określano rusińskiej, mniejszości  narodowej. Obok Bojków i Łemków była to jedna z trzech głównych grup górali żyjących wówczas oraz obecnie we wschodniej części łuku karpackiego.
     Burzliwa historia tych terenów oraz liczne  kontakty z innymi grupami etnicznymi i narodowościowymi spowodowały wytworzenie się na Huculszczyźnie niezwykle bogatej i atrakcyjnej, a jednocześnie dość egzotycznej kultury, zwłaszcza materialnej. Lud ten był (i jest) bowiem wyjątkową mieszaniną antropologiczną i kulturową. Można spotkać wśród nich typy polskie, ukraińskie, węgierskie, rumuńskie, a nawet cechy antropologiczne tureckie i tatarskie czy wreszcie cygańskie i ormiańskie.

49. Huculski  Pułk Strzelców
      Trudno jest dzisiaj dokładnie określić jak przebiegała służba Hucułów (lub ich przodków) w wojsku koronnym Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jeżeli walczyli oni w jego szeregach, a tak zapewne było, to początki tego zjawiska nikną na razie w pomroce dziejów. Pierwszym natomiast udokumentowanym faktem z tym związanym było istnienie "Kompanii Huculskiej" walczącej w składzie II Brygady Legionów Polskich. Brygada ta jesienią 1914 r. otrzymała rozkaz przygotowania ofensywy w kierunku Nadwórnej i Stanisławowa. Aby umożliwić przejście przez dzikie, zalesione i niedostępne dla wojska Gorgany, należało zbudować drogę. Na jej miejsce wybrano przełęcz na górze Ragodze położonej około 3 km od Pantyru. Trakt zbudowany z kamieni i okrąglaków ułożyli legioniści wspierani przez miejscowych Hucułów i kompanię cesarsko-królewskiej armii. Przed 24 X tego roku "Droga Legionów" była gotowa i w listopadzie oddziały brygady znalazły się na Huculszczyźnie, gdzie pomiędzy 26 XI a 6 XII odpierały ofensywę dwóch rosyjskich dywizji nacierających w kierunku Bukowiny. Podczas tych oraz poprzednich walk brygada poniosła znaczne straty i pilnie potrzebowała uzupełnień. W związku z tym podczas pobytu w Żabiem, które było nieformalną stolicą właściwej Huculszczyzny oraz w Worochcie por. Edward Szerauc zwerbował do służby około 120 mieszkańców tych terenów, tworząc z nich wspomnianą powyżej kompanię Hucułów. Następnie weszła ona w skład 2 Pułku Piechoty Legionów, gdzie najprawdopodobniej wiosną 1915 r. straciła swoją dotychczasową odrębność.

       W momencie wybuchu I wojny światowej Huculi nie byli jeszcze grupą etniczną o wyraźnie określonej świadomości narodowej. Pamiętać jednak należy, iż zarówno język (dialekt ukraiński) oraz przynależność do Kościoła Greko-Katolickiego w naturalny sposób łączyły ich z resztą Ukraińców zamieszkujących Galicję Wschodnią. Pomimo to w tym czasie nie brali oni praktycznie żadnego udziału w rozwijającym się wówczas narodowym ruchu ukraińskim, który pierwotnie dążył jedynie do uzyskania, wzorem Polaków, szerokiej autonomii na terenie Galicji Wschodniej w ramach przebudowanej monarchii austro - węgierskiej. .
      Wydarzenia wojenne, jakie doprowadziły do klęski Austro - Węgier spowodowały jednak, iż ten początkowo skromny program polityczny uległ rozszerzeniu i jego celem stała się pełna niepodległość. Ponieważ praktycznie takie same zadania stawiali sobie także Polacy w dalszej perspektywie historycznej konflikt polsko-ukraiński o Galicję Wschodnią stawał się nieunikniony. Wyrazem tych dążeń było utworzenie za zgodą władz austriackich, polskich i ukraińskich, ochotniczych formacji wojskowych, a mianowicie Legionów Polskich oraz legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych. Ci ostatni po krótkim pobycie we Lwowie, a potem w Stryju już na początku września 1914r znaleźli się na Zakarpaciu, skąd dnia 10 IX 1 Sotnia (kompania) 1 Kurenia (batalionu) w sile 200 żołnierzy wyruszyła na front w Karpaty Wschodnie. Następnie znalazły się tam kolejne sotnie, a w końcu cały 1 Kureń.



      Ponadto w połowie stycznia 1915 r. z Husztu na front karpacki odeszła kolejna formacja Ukraińskich Strzelców Siczowych, a mianowicie Sotnia sotnyka (kpt.) Kłyma Gutkowskiego. Sformowano ją z nadwyżek pozostałych po sotniach 1 Kurenia oraz z ochotników pochodzących z Huculszczyzny. Po okresie pełnienia służby garnizonowej w Huszcie przerzucono ją w Gorgany. Podczas walk w tym rejonie sotnyk Gutkowski próbował dotrzeć na tereny zamieszkałe przez Hucułów, gdzie zamierzał przeprowadzić akcję werbunku ochotników wśród tamtejszej ludności i utworzyć z nich większy oddział. Planów tych nie zdołał jednak zrealizować, a w połowie marca tego roku mocno uszczuplona sotnia opuściła front. W okresie od listopada 1914 r. do lutego 1915 r. poszczególne sotnie Ukraińskich Strzelców Siczowych walczyły w Beskidach Pokucko - Bukowińskich oraz również na Huculszczyźnie, gdzie podobnie jak Polacy, spotkali się z życzliwością i pomocą jej mieszkańców. Huculi byli bowiem dobrymi informatorami oraz pełnili funkcje przewodników. Jednocześnie wszystkim żołnierzom formacji walczących w Karpatach z Rosjanami (Polakom, Ukraińcom, Czechom i Niemcom) nieśli bezinteresowną i różnoraką pomoc, głównie rannym, głodnym i przemarzniętym. Zadaniem strzelców siczowych było powstrzymywać ofensywne ruchy Rosjan oraz rozpoznawać ich siły nacierające na karpackie przełęcze. W drugiej połowie stycznia tego roku wzięli oni udział w kontrofensywie austriackiej w Karpatach, uzyskując liczne pochwały austriackich przełożonych.



         Walki te, podobnie jak boje II Brygady Legionów Polskich, toczyły się w niezwykle ciężkich warunkach terenowych i klimatycznych. Ich skutkiem były duże straty, jakie ponieśli Ukraińscy Strzelcy Siczowi. W związku z tym Ukraińcy, tak samo jak Polacy, próbowali werbować Hucułów do służby w swoich szeregach. W wyniku tego zimą i wiosną 1915 r. trwała swoista rywalizacja o ochotników, która ze strony Ukraińców była na dodatek próbą rozbudzenia uczuć narodowych wśród słabo pod tym względem uświadomionych górali.
        W jej efekcie czetarowi (ppor.) M. Sajewiczowi udało się wcielić do Kosza (formacji zapasowej), wtenczas już Pułku Ukraińskich Strzelców Siczowych, większość ze zwerbowanych wcześniej w okolicach Żabiego przez Polaków huculskich ochotników, z których w 1916 r. utworzono Samodzielną Sotnię Huculską. Liczyła ona wtenczas 180 strzelców. Według źródeł ukraińskich większość jej żołnierzy stanowili Huculi. Tymczasem po zakończeniu walk w Karpatach pozostali ochotnicy z Huculszczyzny zwerbowani przez stronę polską założyli mundury legionowe i rozpłynęli się w szeregach oddziałów II Brygady Legionów Polskich tzw. Karpackiej.

Ciekawe dzieje  49 Huculskiego Pułku Strzelców z września 1939r, który wszedł w skład 11 Karpackiej Dywizji Piechoty - Nocny atak na bagnety

 

W połowie kampanii wrześniowej na prawym skrzydle 11. KDP atakował 49. Pułk Piechoty, którego czekały najcięższe walki. Pierwszym celem była wieś Mogiła, na którą nacierał I batalion 49. Pułku Piechoty mjra Eugeniusza Lityńskiego. Nieprzyjaciel zaskoczony gwałtownym atakiem wycofał się w panice. We wsi zdobyto wiele sprzętu oraz wzięto jeńców. W tym czasie, gdy batalion mjra Lityńskiego zdobywał Mogiłę, jedna z jego kompanii wzięła udział wraz z I batalionem mjra Marka z 98. Pułku Piechoty z 38. dywizji w zaciętych walkach o miejscowość Czarnokońce. W tym rejonie znajdowały się pododdziały Pułku SS „Germania". Polacy w ataku na bagnety rozbili niemiecką obronę, zdobywając 60 motocykli, kilkanaście dział polowych i 12 działek przeciwpancernych oraz znaczną ilość amunicji. Straty nieprzyjaciela – kilkudziesięciu zabitych i rannych.

Sukcesem zakończyło się również natarcie 96. Pułku Piechoty z 38. dywizji. Pułk po nocnym marszu znalazł się na brzegu lasu, gdzie odpoczywał niczego niespodziewający się niemiecki oddział zmotoryzowany z pułku SS „Germania". Nieprzyjaciel po krótkiej walce został rozbity, a zdobyty sprzęt zniszczono. Również III batalion mjra Jana Wojciechowskiego z 98. Pułku Piechoty we wsi Nowosiółki napotkał pododdział pułku SS „Germania".

Po północy 49. Pułk Piechoty wraz z I batalionem zaatakował Mużyłowice od południa, a z III batalionem mjra Mieczysława Stecewicza od zachodu. Luki w ugrupowaniu nieprzyjaciela wskazał miejscowy proboszcz ks. Stanisław Capecki.

Pułkownik Prugar-Ketling pisał: „Strzelcy 49. pp wtargnęli już do środka wsi, siekąc i kłując bagnetem każdego, kto im się pod rękę nawinął. Odzywające się od czasu do czasu seriami strzały pistoletów maszynowych urywały się nagle, w połowie magazynków. Czuło się, że ręka, która jeszcze przed ułamkiem sekundy naciskała spust, martwieje i bezładnie opada, sparaliżowana uderzeniem kolby lub pchnięciem bagnetu. Nie słychać było żadnych okrzyków. Bój toczył się w ciemnościach i złowrogiej ciszy. Nikt nim już nie kierował – nikt o pardon nie prosił. Wrażenie było niesamowite. Toteż groza, jaka opanowała Niemców, musiała przewyższać wszystkie dotychczasowe ich przeżycia. Z takim zaskoczeniem i z takim atakiem nie spotkali się zapewne nigdy. Trupy, które oglądaliśmy później, miały wyraz straszny. Trwoga, wśród której ginęli, nie znikła z ich twarzy. Wysiedliśmy z samochodu i pieszo podążaliśmy za cichnącym i dogorywającym odgłosem nocnego szturmu. Gdy wchodziliśmy do pierwszych zabudowań, na niebie ukazywał się już świt. W coraz mocniej jaśniejących plamach brzasku porannego odróżnialiśmy domy, drzewa, opłotki, a później... działa, jaszcze, ciągniki, samochody – najpierw pojedyncze – potem grupy, całe parki. Przecieraliśmy oczy, by się upewnić, czy to nie złudzenie, tak nieprawdopodobnie zdobycz ta wyglądała. Wieś duża, bogata, o szerokich podwórzach i ogrodach, zawalona była sprzętem i materiałem wojennym po brzegi".

Oddziały niemieckie należące do Zmotoryzowanego Pułku SS „Germania", które broniły tej miejscowości, zostały zniszczone i tylko niewielu żołnierzom udało się uciec. Zostali oni jednak ponownie rozbici przez żołnierzy III batalionu 49. Pułku Piechoty. Podpułkownik Głowacki wspominał: „Na południe od szosy Czołhynie – Bruchnal nad ranem w odległości 800–1200 m grupki żołnierzy w rozproszeniu, zdążające w kierunku północnym. Po bliższym rozpoznaniu stwierdzono, że jest to nieprzyjaciel, więc straż przednia rozwija swoje plutony, zajmuje stanowiska ckm, z odległości 400–500 m otwiera ogień. Po kilku minutach straż przednia przerywa ogień, ponieważ rozsypane grupy nie strzelają. Wysłane patrole sprawdziły, że są to żołnierze niemieccy, którzy walczyli w nocy przed trzema godzinami pod Mużyłowicami z naszą kolumną południową".

Kara za egzekucje

W Mużyłowicach zdobyto znaczne ilości sprzętu bojowego, który został zniszczony przez saperów 11. KDP. Straty własne 49. Pułku Piechoty w zabitych i rannych były znaczne oraz niemożliwe obecnie do oszacowania. Wśród poległych było dwóch dowódców kompanii I batalionu: kapitan Piotr Osica i porucznik Franciszek Andrzejczyk.

Pułk SS „Germania" nie odzyskał zdolności bojowej do czasu wycofania na tyły. Trzeba zaznaczyć, że żołnierze z tego pułku brali udział w pierwszych egzekucjach ludności cywilnej i jeńców wojennych w rejonie Krakowa. Poza tym aż do nocy z 15 na 16 września nie stoczył on żadnej walki z regularnymi oddziałami Wojska Polskiego.

Po rozbiciu SS „Germania" 11. Karpacka Dywizja Piechoty walczyła z niemieckimi oddziałami w Lasach Janowskich oraz pod Brzuchawicami i Hołoskiem na przedpolach Lwowa. Do miasta tego zdołał ostatecznie przebić się przez pierścień niemiecki tylko jeden zwarty oddział żołnierzy 11. KDP pod dowództwem mjra Lityńskiego.

Bój toczył się w ciemnościach i złowrogiej ciszy. Nikt o pardon nie prosił. Groza, jaka opanowała Niemców,  przewyższała dotychczasowe ich przeżycia.

Dowódca 49 huculskiego pułku piechoty ppłk dypl. Karol HODAŁA